sobota, 26 lipca 2014

Początki z "malowaniem" czyli moje zdanie o makijażu nastolatek.

Hej!
 Dzisiaj chcę poruszyć może już z drobna popularny temat...
 ale mimo wszystko stwierdziłam, że muszę dodać swoje trzy grosze. W końcu wakacje to najlepszy czas na rozmyślanie (szczególnie na te z pozoru błahe tematy) ale nie przedłużając mam na myśli makijaż w wieku nastoletnim, który budzi u niektórych wiele kontrowersji.

Pewnie większość z was jak była małymi dziewczynkami lubiła oglądać jak mama czy ciocia malują swoje oczy wielobarwnymi cieniami i  podkradała te najbardziej kolorowe
 szminki oraz róże do policzków żeby w ukryciu samodzielnie "pomalować się ". Ja swoje zainteresowanie makijażem oraz charakteryzacją mam od najmłodszych lat,(już w wieku 6 lat zaczęłam kolekcjonować kosmetyki, ale wtedy była to dla mnie wyłącznie zabawa ) 
ale malować się już np. na dyskotekę szkolną zaczęłam w 4-5 klasie
 (w szkole podstawowej nie malowałam się co dzień ). W takim wieku chcemy naśladować nasze mamy, też chcemy poczuć się "dużymi dziewczynkami" nakładając czerwoną szminkę czy malując oczy czerwoną kredką.

Jednak prawdziwa przygoda z podkładami, szminkami i tuszem do rzęs zaczyna się w gimnazjum. Wreszcie idziemy do tej upragnionej szkoły, sama nazwa jest dla nas symbolem wyższości... czujemy się lepsze od tych co są piętro niżej, ale cały czar pryska w chwili gdy przekraczamy próg naszej upragnionej "Itaki". Spoglądamy na nasze starsze koleżanki i co? Zauważamy, że naszym twarzą czegoś brakuje... nie mamy długich czarnych rzęs ... nasze usta nie są tak różowe jak innych dziewczyn.
Sama na swoim przykładzie mogę stwierdzić, że poważnie o upiększaniu się myślimy dopiero wtedy.
Oczywiście kilka tygodni później kiedy już czujemy się pewnie i wiemy na co możemy sobie pozwolić w nowej szkole wszystkie nasze wcześniejsze wady znikają, bo wyglądamy już tak dobrze jak reszta. Dzięki kosmetyką.

Jednak to nie jest koniec problemów, bo o ile mama się naszego wyglądu nie czepia to zaczynają się kąśliwe uwagi ze strony rodziny... o kreski...o ten czarny tusz ... o korektor....a nawet o błyszczyk. Musimy tu pamiętać, że co za dużo to niezdrowo
 i czasem warto odpuścić sobie bronzer czy róż,
 bo mamy wyglądać młodo i dziewczęco (no i odrobinę kobieco c; ) a nie postarzać się. Powinnyśmy cieszyć się z naszego braku zmarszczek i gładkiej cery.
 Jednak jeżeli nasz makijaż nie jest ''maską" zasłaniającą naszą twarz i my się w nim dobrze czujemy ...i co najważniejsze nikt nie poświęca jemu rozmów podczas rodzinnej kolacji  oraz w szkole możemy go zostawić takim jaki jest.
Nie możemy jednak zapominać o tym, że nasze ciocie i mamy a nawet babcie i prapra(...)babcie też ciekawiły kosmetyki, co prawda kiedyś nie było takiego wyboru kredek czy podkładów, ale jednak. Można to idealnie określić powiedzeniem : " Zapomniała krowa jak cielęciem była"
 ... i mimo, że według mnie nie jest to najbardziej eleganckie powiedzenie to idealnie to wszystko opisuje. Niektóre kąśliwe uwagi cioć czy nawet babć czasem warto wysłuchać i  spokojnie porozmawiać, bo w końcu one też kiedyś były nastolatkami ... :)

                                                                          

                                                                                                                                  ~       Kisade

2 komentarze:

  1. Dużo jest racji w tym jest :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Faktycznie, taka gładź szpachlowa w gimnazjum jest zbędna. O wiele ładniej prezentuje się coś subtelnego.
    Czekam na coś nowego ^^
    ~Kayl

    OdpowiedzUsuń